O autorze
Absolwent Państwowego Instytutu Języków i Kultur Wschodnich w Paryżu (INALCO) oraz Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie (ChAT).

Członek redakcji i publicysta czasopisma protestanckiego "Miesięcznik Ewangelicki". Ewangelik reformowany ("kalwin"). W latach 2012-2014 świecki kaznodzieja Kościoła Ewangelicko-Reformowanego w RP (KER). Sprawował również mandat delegata na Synod KER i urząd starszego zboru Parafii Ewangelicko-Reformowanej w Warszawie.

Działacz społeczny. W 2015 r. członek zarządu koła warszawskiego Partii Zieloni. W wyborach samorządowych w 2014 r. startował z ramienia tej partii do Rady miasta stołecznego Warszawy z okręgu Bielany-Żoliborz. W wyborach do Sejmu RP w 2015 r. ubiegał się o mandat poselski z tarnowskiej listy Komitetu Koalicyjnego Zjednoczona Lewica.

Stały współpracownik internetowej gazety lewicy społecznej "Równość". Współpracował z czasopismami "Francuski Łącznik", "Jednota", "Kalendarz Ewangelicki", "Rocznik Teologiczny ChAT", "Dziennik Opinii", "Medium Publiczne" oraz z programami Polskiego Radia (komentator w "RDC Polskie Radio"). Udzielał konsultacji i wywiadów do głównych polskich dzienników ("Gazeta Wyborcza", "Rzeczpospolita"), tygodników ("Gość Niedzielny", "Polityka", "Newsweek") i stacji telewizyjnych ("TVP", "Religia.tv", "Superstacja").

Notatki na blogu stanowią osobiste przemyślenia autora i nie angażują organizacji, z którymi jest związany.

Kontakt: skurczynski@gmail.com

Co dalej z ks. Krzysztofem Charamsą?

Po coming oucie i przedstawieniu swojego partnera ks. prałat Krzysztof Charamsa będzie musiał najprawdopodobniej opuścić Kościół rzymskokatolicki. Czy to znaczy, że jest zmuszony zrezygnować z działalności duszpasterskiej? Niekoniecznie. Jest alternatywa.

Zaczęło się od artykułu w „Tygodniku Powszechnym”, w którym ks. Charamsa rozprawił się z ks. Oko i stosowaną przez niego mową nienawiści. Nie ma ona przecież nic wspólnego z ewangelicznym przykazaniem miłości!



Później pojawił się wywiad z filmu „Artykuł Osiemnaście”, w którym rzymskokatolicki ksiądz w sposób bardzo emocjonalny wytyka swojemu Kościołowi jego homofobię i mówi o swojej orientacji psychoseksualnej, o swoim homoseksualizmie.



Wreszcie, na konferencji prasowej zwołanej w Rzymie ogłosił swój manifest, w którym wezwał Watykan do innej polityki wobec osób LGBTQIA i – co wstrząsnęło najmocniej opinią publiczną – przedstawił urbi et orbi swojego partnera.

Nadal żyje on jednak w celibacie, nie zawarł bowiem związku małżeńskiego. Mógł co najwyżej popełnić „grzech nieczysty”, ale jest to bardzo osobista i intymna sprawa.

Kościół Rzymu jest zresztą jednym z rzadkich Kościołów chrześcijańskich, które wymagają od swoich duchownych celibatu. Inaczej: jest on jednym z rzadkich Kościołów chrześcijańskich, które uważają, że nie można posiadać podwójnego powołania – powołania do życia w rodzinie i powołania do pełnienia urzędu duchownego. Oczywiście istnieje kilka wyjątków, jak na przykład przechodzący na łono Kościoła watykańskiego księża anglikańscy, którzy zawarli związek małżeński przed konwersją.

Nie okłamujmy się jednak. Z badań prof. Józefa Baniaka opublikowanych parę lat temu wynika, że większość (60 %) rzymskich księży żyje w związkach z kobietami, a 12-15 % ma z nimi dzieci. Znane są przypadki duchownych katolickich, którzy zmuszeni zostali do opuszczenia stanu kapłańskiego, by móc założyć rodzinę. W takiej lub zbliżonej sytuacji znalazł się chociażby prof. Tomasz Węcławski czy prof. Stanisław Obirek.

Wiemy też nie od dziś, że Kościół Rzymu ma problem z seksualnością i nieheteronormatywnością. Powiedzmy to wprost: jest on – jeśli nie w teorii, to na pewno w praktyce – jedną z najbardziej homofonicznych instytucji tego świata. W świecie zachodnim przebijają go co najwyżej protestanckie Kościoły fundamentalistyczne oraz partie i bojówki ekstremalnej prawicy.

Z tego powodu ks. Charamsie z całego serca współczuję, bo znalazł się on w podwójnie niewygodnej sytuacji – nie może pozostać duchownym swojego Kościoła i dalej budować związku ze swoim partnerem. Z pewnością zmuszony zostanie do tak zwanego reductio ad statum laicalem, czyli "sprowadzenia do stanu świeckiego". A więc praktycznie – do pożegnania się ze swoim życiowym powołaniem.

Przypadek ks. Charamsy nie jest jednak odosobniony. Byli i są duchowni Polacy o orientacji homoseksualnej. Niestety w przypadku Kościoła Rzymu muszą się ukrywać. Nie jest tak natomiast z innymi chrześcijańskimi Kościołami. Pierwszym polskim księdzem mówiącym otwarcie o swojej orientacji psychoseksualnej jest ks. dr Kaziemierz Bem, duchowny Zjednoczonego Kościoła Chrystusa (ewangelicko-reformowany) w USA.

Dlatego widzę dla ks. Krzysztofa wyjście z zaułku, w którym się znalazł. Jeśli chce on dalej pełnić posługę duszpasterską i „kochać legalnie” może przejść do innego chrześcijańskiego Kościoła, jak chociażby włoskiego Kościoła ewangelicko-reformowanego Waldensów otwartego na osoby nieheteronormatywne lub do jednego z Kościołów starokatolickich, bliższych jego tradycji. Tam przyjmą go z pewnością z otwartymi rękami, z miłością bliźniego i z akceptacją dla jego związku. Bowiem inne chrześcijaństwo – inkluzywne, tolerancyjne i otwarte – nie tylko jest możliwe, ale już istnieje.
Trwa ładowanie komentarzy...