Lewica nie walczy z Kościołem!

Słyszymy w obiegowych opiniach, że Lewica jest „anty”: antykapitalistyczna, antydyskryminacyjna, antypatriarchalna, antyklerykalna czy wreszcie antykościelna. O ile trzy pierwsze określenia są prawdziwe, o tyle dwa ostatnie stanowią tylko częściową prawdę. Chcę głośno i wyraźnie powiedzieć: Nie! Nie jesteśmy antykościelni. Nie! Lewica nie walczy z Kościołem!

Jesteśmy bowiem antyklerykalni tylko w konkretnym znaczeniu tego słowa. Dlatego najpierw należy wyjaśnić co oznacza to pojęcie. Antyklerykalizm jest odpowiedzią na klerykalizm, czyli na dążenie do „uzyskania instytucjonalnego wpływu duchowieństwa na życie społeczne, polityczne oraz kulturalne”. Aż do podporządkowania go duchownym i Kościołowi. Klerykalizm jest uprawiany przez niektóre tylko kręgi kościelne – głównie Kościoła rzymskokatolickiego, ale nie tylko – które chcą wszystko zagarnąć dla siebie; które chcą wszystko podporządkować sobie.


Z taką wizją Polski nie możemy i nie chcemy się zgodzić. Domagamy się bowiem, aby przestrzeń publiczna była neutralna i nie była podporządkowana jakiemukolwiek wyznaniu czy grupie światopoglądowej. Chcemy, aby wszyscy bez wyjątku – niezależnie od przynależności wyznaniowej, etnicznej, płciowej, genderowej, psychoseksualnej, klasowej czy politycznej – czuli się w Rzeczypospolitej, jak u siebie w domu. Nie zgadzamy się na faworyzowanie jednej grupy społecznej kosztem drugiej. Chcemy Polski dla wszystkich Polek i Polaków! Polski otwartej i tolerancyjnej. Czyli tej, która czerpie z najlepszych polskich wzorców i wartości ugruntowanych w historii naszego kraju.

Kiedy nasze Posłanki i nasi Posłowie zasiądą w ławach Sejmu skupimy się na trzech fundamentalnych kwestiach dla rozdziału Kościoła od Państwa.

Po pierwsze, chcemy usunięcia z Kodeksu karnego zapisu o obrazie uczuć religijnych. Taki zapis w Kodeksie karnym jest nieścisły, niejasny i zezwala na różne nadużycia. Jest on po prostu prawnym bublem.

Czym wszak są uczucia religijne? Czy jako kalwinista nie powinienem czuć się obrażany, za każdym razem, gdy widzę krucyfiks, czyli krzyż z postacią Jezusa? Zgodnie z moim wyznaniem drugie biblijne przykazanie zabrania czynienia wizerunków tego, co święte, a wszelkie wizerunki Sacrum – czy to malowane, rzeźbione czy też ryte – uznane są za obrazoburstwo. Gdybym miał się obrażać za każdym razem, gdy widzę jakieś wyobrażenie Absolutu świadczyłoby to przede wszystkim o tym, że brakuje mi dystansu do siebie; o tym, że bezkrytycznie i bezrefleksyjnie odnoszę się do własnej przynależności religijnej. Ściganie z powództwa karnego za obrazę uczuć religijnych nie wydaje mi się zatem właściwe, mamy bowiem w tym wypadku do czynienia z emocjami i subiektywnymi odczuciami.

Pójdźmy nieco dalej i zastanówmy się czy nie lepiej zwalczać wszelkie przejawy dyskryminacji, nie tylko religijnej. Czy nie powinniśmy raczej dążyć do wykorzenienia z naszego społeczeństwa „mowy nienawiści” i czynów nią podyktowanych? Czy nie zbyt szybko zapominamy, że mowa nienawiści doprowadziła w naszym kręgu kulturowym do najgorszych zbrodni w dziejach ludzkości?

Pilniejsze od karania za obrazę uczuć religijnych wydaje mi się zatem ściganie „mowy nienawiści”. Nie chodzi tutaj o wyroki więzienia, ale o resocjalizację poprzez prace społeczne tych, którzy nie potrafią funkcjonować w pluralistycznym i zróżnicowanym społeczeństwie. Takie sformułowania jak „żydzi do gazu”, „wyciąć arabów w pień” czy „zabić burżujów” stanowią pierwszy krok w kierunku nieodwracalnego. Nie obrażajmy się więc na siebie ze względów religijnych, ale dążmy raczej do społeczeństwa obywatelskiego, w którym Polki i Polacy będą potrafili odnosić się do siebie z szacunkiem.

Po drugie, domagamy się likwidacji Funduszu Kościelnego. Przypomnijmy najpierw w jakim celu został on ustanowiony. Fundusz miał na celu zadośćuczynienie Kościołowi za straty, jakie poniósł on w czasach PRL-u. Niestety, jak wiemy, Kościół Rzymu nie tylko otrzymał utracone ziemie i budynki, ale także grunty zamienne. Otrzymał zatem, w promocji, całkiem dobrą nawiązkę. Jednym słowem: odebrał znacznie więcej niż stracił.

W takiej sytuacji nie znajdują się Kościoły innych wyznań, którym ciężko po dziś dzień odzyskać odbudowane po wojnie w mozole budowle, które komunistyczna władza zagrabiła dekretem Bieruta. Mamy tu do czynienia z rażąca niesprawiedliwością! W demokratycznym, obywatelskim państwie posiadającym konstytucję, która mówi o równości wszystkich religii, nie może być tak, że istnieją równi i równiejsi. Państwo nie może traktować jednego Kościoła w sposób uprzywilejowany, a pozostałym rzucać kłody pod nogi.

Kościół rzymskokatolicki już wystarczająco wzbogacił się naszym kosztem. Czas przeznaczyć to, co wydajemy na sponsorowanie kleru, na utworzenie nowych miejsc pracy lub tanich mieszkań na wynajem, które pozwolą rodzinom na godny i łatwiejszy start, bez potrzeby zaciągania lichwiarskich kredytów czy pożyczek. Przypomnijmy biskupom, że nie samym chlebem żyją, lecz każdym Słowem, które pochodzi od Boga. A Bóg mówi, że należy dzielić sprawiedliwie.

Po trzecie, opowiadamy się za wyprowadzeniem religii ze szkół. Mówimy „religii”, a dobrze wiemy, że chodzi tak naprawdę o katechezę. W polskiej szkole nie ma bowiem lekcji religii, ale zajęcia z katechezy – w zdecydowanej większości przypadków – rzymskokatolickiej. Często w dodatku prowadzone przez osoby bez odpowiedniego przygotowania pedagogicznego.

Szkoła jest miejscem, w którym dzieciom i młodzieży powinna być przekazywana obiektywna i rzetelna wiedza. Jak uczy nas pedagogika religii, można w niej prowadzić nauczanie opisowe (religioznawcze) lub ponadwyznaniowe (etyczne). Nie powinno jednak odbywać się w niej nauczanie subiektywne, wspólne tylko dla jednej grupy ludzi. Dlatego zajęcia katechetyczne wrócić powinny do sal parafialnych.

Z budżetem rocznym przekraczającym sześć miliardów złotych (dochód z datków, budżetu państwa i dotacji unijnych), Kościół rzymski stać na zatrudnienie katechetów i katechetek. A pieniądze zaoszczędzone na nauczaniu katechezy można spożytkować na inne cele. Zainwestować je można w szkolne świetlice, w posiłki dla najuboższych dzieci lub w dentystę, którego brak w placówkach oświaty daje się mocno odczuć w rodzinnym budżecie domowym.

Na zakończenie powtórzę, że Lewica nie walczy z Kościołem, ale wyzyskiem ludzi przez rozpasany kler. Wyzyskiem, który Jacek Kaczmarski opisywał w swoim „songu” Bankierzy:
Szczęśliwi, nie szukamy Boga.
Dla nas jest tylko udziałowcem
Kantoru, który prosperuje;
Niech chroni nasze drzwi i okna
Od dżumy i religii obcej,
Co każdy zysk zdewaluuje.
A będzie miał na swoją chwałę
Fundusze reprezentacyjne;
Pasterze Jego będą syci.
Niech nam wybaczy grzechy małe,
Za wielkie niechaj skruchę przyjmie,
Bośmy bankierzy... a nie mnisi.
Trwa ładowanie komentarzy...