Werbalne manipulacje ministra Waszczykowskiego

Po tym, jak dowiedziałem się jakiś czas temu od Prezesa, że należę do drugiego sortu Polaków, czas przyszedł na ministra Waszczykowskiego, od którego usłyszałem, że jestem chorobą, marksistą i wrogiem tradycyjnych polskich wartości. Jak długo pozwolimy rządzącym pluć nam w twarz i udawać, że pada deszcz?

Politycy prawicy biją od jesieni rekordy buty, chamstwa i prostactwa. Zaczynają… ba!, zaczęli już jakiś czas temu, mówić językiem peerelu lub – gorzej – III Rzeszy. Dzielą kraj na naród składający się z prawdziwych Polaków (czy jest w nim jeszcze miejsce na Polki?) oraz na drugi sort, który roznosi choroby, zarazy i który składa się ze zdrajców i niszczycieli polskiej tradycji i tożsamości narodowej. Ot taki festiwal Polski sarmacko-warcholskiej!

Coraz bardziej odnoszę wrażenie, że szybciej niż swój poprzednik, dwór Kaczyńskiego stracił kontakt z rzeczywistością. Narracja proponowana nam przez rządzących nie opiera się niestety na świadomości historycznej, tylko na resentymencie i hagiograficznych fantazmatach. Bardzo mało w niej także miłości, dużo za to samouwielbienia i głupiej narodowej ślepoty.

Rządzący – myleni chociażby przez posła Pawłowicz z suwerenem, bo suwerenami są obywatele i obywatelki RP – łamią w kółko to współczesne standardy prawne, to konstytucję; nie szanują obywatelskiej różnorodności, zapominają czym jest solidarność i uważają, że skoro zostali wybrani w demokratycznych wyborach, to mają prawo demokracje znieść i wprowadzić ustrój autorytatywny z zapędami totalitarnymi. A to tylko po to, aby odbić sobie czasy, gdy nie oni zajadali się ośmiorniczkami. Jednym słowem pozostawić chcą po sobie zgliszcza.

Wróćmy jednak do Waszczykowskiego. Gdy czytam tę stertę głupot, którą powiedział niemieckiemu czasopismu, robię się nie tylko narodowo sceptyczny, ale wręcz zaczynam wstydzić się, że taką polskość promuje się zagranicą. Polskość, która nie potrafi zrozumieć, że odgradzanie i zamykanie się niczym komórka rakowa w ciele doprowadzić może tylko do najgorszego.

Dezinformacja, którą minister uprawia, to najgorszego rodzaju manipulacja polityczna. Rower, wegetarianizm i odnawialne źródła energii, nie są bowiem wzorcem marksistowskim. Wrażliwość i działania ekologiczne nie są fanaberią, lecz próbą wprowadzenie różnorodności, która pozwoli nam nie umrzeć od smogu, nadmiaru cholesterolu, czy dominacji i uzależnienia od wielkich korporacji, które liberalizm ekonomiczny uznają za swoją niepodważalną religię.

Zaczęli już to rozumieć neokonserwatyści zza Odry. Być może dużo czasu jest potrzebne, by koncepcje te przedostały się przez – nieistniejącą materialnie, ale nadal obecną symbolicznie – żelazną kurtynę i dotarły do umysłów konserwatywnych teoretyków znad Wisły.

Tego rodzaju ekologicznej pokory i szacunku wobec stworzenia i bliźniego uczy mnie Żydowski Mistrz z Nazaretu, którego narodziny symbolicznie świętowałem tej zimy. Życzę, aby rzeczywiście zagościły one w życiu i politycznych poczynaniach pana ministra i reszty rządzących. A nie, żeby były jedynie werbalnie zawłaszczane.
Trwa ładowanie komentarzy...