Wyszła Szydło do Europy

Wnioskując po komentarzach i wpisach na portalach społecznościowych, wczoraj w Europarlamencie wygrała Beata Szydło. Została już nawet okrzyknięta przez Witolda Waszczykowskiego „nowym liderem europejskim”. Czyżby?

To, że rząd stoi za swoją liderką murem nie dziwi, wszak, jak zauważył Gombrowicz, „Słowacki wielkim poetą był” i basta. Dziwi natomiast nieobecność opozycji, która ostatnio za polityczną taktykę obrała metodę strusią lub trzech mądrych małpek: „Nie widzę, nie słyszę, nie reaguję, bo wyszedłem lub mnie po prostu nie ma”. Najwidoczniej Platforma poczuwa się do winy za błędy, które popełniła.

Wróćmy jednak do meritum.

Pani Szydło rzeczywiście pokazała się jako opanowana i – na pierwszy rzut oka – merytoryczna polityczka niczym polska żelazna dama. Co bez wątpienia zrobiło dobre wrażenie, przede wszystkim na Wielkiej Brytanii.

Niemniej nie udało się jej swoim spokojem i swoją piękną mową omamić wszystkich europarlamentarzystów i europarlamentarzystek. I tak Rebecca Harms z Zielonych czy Guy Verhofstadt z frakcji liberalnych demokratów swoimi przemówieniami pokazali, że doskonale wiedzą w co gra PiS.

Verhofstadt
rozpracował zresztą PiS-owską narrację w swoim showmańskim stylu do perfekcji. Wskazał, że PiS nadużywa swojej „istotnej większości, by rozmontowywać system równowagi i kontroli w państwie”. Przypomniał również, że „rozmontowywanie Trybunału nie było zapowiadane w programie wyborczym” partii Beaty Szydło. Harms zaś zauważyła, że polski rząd wpada w podstawową pułapkę, która stoi przed autorytatywną władzą. „Problemem jest to, gdy większość rządząca zmienia się w dyktat” – tłumaczyła. Oboje stwierdzili, że PiS przez niezapowiedziane w swoim programie działania przesuwa Polskę na wschód. To z kolei może uwikłać Europę w niebezpieczne antyunijne gierki Władimira Putina.

To co bez wątpienia pokazała wczoraj pani premier- że PiS opowiada się rzeczywiście po stronie polskiej tradycji. Tyle, że tej najgorszej – tradycji podwójnych standardów i klasycznej dulszczyzny. Bo jak mawiała bohaterska dramatu Gabrieli Zapolskiej: „Na to mamy cztery ściany i sufit, aby brudy swoje prać w domu i aby nikt o nich nie wiedział”. Do tego cytatu streścić można wczorajsze wystąpienie polskiej premier.

Problem jednak w tym, że nie ma już muru, który rozdzierałby Europę na pół i utrudniał swobodny przepływ informacji. Blichtr nie wystarcza. O tym Beata Szydło najwidoczniej zapomniała.

Tekst opublikowany 20 stycznia br. w internetowym czasopiśmie lewicy społecznej "Równość".
Trwa ładowanie komentarzy...